Sześciolatek w szkole. podpisać teraz

Ministerstwo Edukacji Narodowej chce, by w polskich podstawówkach naukę rozpoczynały już sześciolatki. Podczas gdy zwolennicy szybkiego obniżenia wieku szkolnego podkreślają konieczność wyrównywania szans edukacyjnych małych dzieci, sceptycy ostrzegają, że szkoły, samorządy, nauczyciele, rodzice i same dzieci są całkowicie nieprzygotowani do forsowanych przez MEN zmian.

Według resortu edukacji, podstawowym argumentem przemawiającym na rzecz obniżenia wieku obowiązku szkolnego jest konieczność jak najwcześniejszego wyrównywania szans dzieci pochodzących z różnych środowisk. Przedstawiciele ministerstwa tłumaczą, że szkoły oferujące sześciolatkom całodzienną opiekę pedagogiczną i wyżywienie, w połączeniu z wprowadzeniem powszechnej edukacji przedszkolnej dla pięciolatków, to sposób na zapewnienie młodym Polakom lepszego edukacyjnego startu, a jednocześnie zmniejszenie stopnia ich zagrożenia ubóstwem i wykluczeniem społecznym. Na potwierdzenie tej tezy przytaczane są opinie psychologów, którzy nie mają wątpliwości, że pierwsze lata życia wywierają ogromny wpływ na osobowość dzieci, kształtowanie ich inteligencji emocjonalnej i postawy poznawczych.
Minister edukacji Katarzyna Hall przy każdej okazji przypomina, że w większości krajów UE naukę podejmują dzieci sześcioletnie (m.in. we Francji, Hiszpanii i we Włoszech), zaś w niektórych państwach - np. w Wielkiej Brytanii czy Holandii - do pierwszych klas trafiają już pięciolatki. Jej zdaniem, Polacy kończąc obecnie edukację ponadgimnazjalną w wieku 19 lat są na konkurencyjnym europejskim rynku pracy opóźnieni w stosunku do swoich rówieśników z innych krajów. Wcześniejsze rozpoczynanie nauki wydaje się także koniecznością w sytuacji, gdy coraz większy odsetek Polaków decyduje się kontynuować naukę po szkole średniej.
Zagadnienie to jest jeszcze bardziej istotne w kontekście starzenia się polskiego społeczeństwa i związanego z tym faktem problemu utrzymania dobrej kondycji gospodarki i płynności systemu ubezpieczeń społecznych. Stopniowe wprowadzanie sześciolatków od przyszłego roku do pierwszych klas podstawówek częściowo złagodzi w przyszłości społeczno-ekonomiczne konsekwencje wchodzenia na rynek pracy dzieci z obecnego niżu demograficznego. Takie rozwiązanie pozwoli w przyszłości zachować tzw. zastępstwo pokoleń na poziomie przekraczającym 70 proc. Za szybkim rozpoczęciem reformy przemawia również fakt, że skoro w kilku najbliższych latach będziemy mieli do czynienia z rekordowo mało licznymi rocznikami sześciolatków, to szkołom będzie łatwiej przyjąć dodatkowych uczniów, zaś samo wdrożenie reformy będzie stanowiło mniejsze obciążenie dla budżetu. Jeśli z reformą wstrzymano by się do 2014 roku, do pierwszych klas podstawówek trafiłoby o 100 tys. więcej dzieci niż w przyszłym roku.
Krok po kroku
Proces obniżania wieku szkolnego rozpocznie się we wrześniu przyszłego roku i będzie rozłożony na trzy lata. W tym okresie naukę w pierwszych klasach szkół podstawowych rozpoczynały będą wszystkie dzieci siedmioletnie oraz część rocznika sześciolatków. Zgodnie z harmonogramem zaprezentowanym przez MEN podczas lipcowej konferencji "Edukacja skuteczna, przyjazna i nowoczesna", w roku szkolnym 2009/2010 do podstawówek trafić mają - oprócz siedmiolatków z rocznika 2002 - dzieci urodzone od początku stycznia do końca kwietnia 2003 roku. We wrześniu 2010 roku w klasach pierwszych pojawić się mają uczniowie urodzeni miedzy majem 2003 roku a sierpniem 2004 roku. Do 2011 roku włącznie rodzice sześciolatków będą jeszcze mogli sami zdecydować czy ich dzieci pójdą do szkoły, czy też - jak to ma miejsce obecnie - do zerówki. W tym drugim przypadku, o swojej decyzji będą musieli do połowy kwietnia danego roku powiadomić szkołę rejonową, do której powinno chodzić dziecko. Począwszy od roku szkolnego 2012/2013, do podstawówki będą już musiały obowiązkowo trafiać wszystkie sześciolatki. Ewentualne opóźnienie lub przyśpieszenie rozpoczęcia edukacji szkolnej będzie możliwe tylko na podstawie opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej.
Zerówka dla pięciolatka
Ministerstwo chce, by wszyscy sześcioletni pierwszoklasiści mieli za sobą edukację przedszkolną. Już w 2009 roku każdy pięciolatek będzie miał prawo do miejsca w przedszkolu, zaś od roku szkolnego 2010/2011 taka forma edukacji będzie obowiązkowa dla każdego dziecka w tym wieku. Oprócz tradycyjnych przedszkoli i oddziałów przedszkolnych zorganizowanych przy szkołach podstawowych, MEN wspierał będzie rozwój alternatywnych form edukacji przedszkolnej. Umożliwiały będę one m.in. tworzenie za publiczne pieniądze punktów przedszkolnych w prywatnych mieszkaniach. Tego typu rozwiązania skierowane będą przede wszystkim do gmin wiejskich, na terenie których nie funkcjonują tradycyjne przedszkola. W najgorszym pod tym względem województwie podlaskim, sytuacja taka ma miejsce aż w trzech czwartych gmin wiejskich.
Szkoła jak przedszkole
Obniżeniu wieku obowiązku szkolonego poprzedzi reforma programowa, która ma dostosować treści kształcenia do wieku uczniów. W pierwszych klasach podstawówek nauczanie według nowych wytycznych rozpocznie się już we wrześniu przyszłego roku. Jak przekonuje MEN, zmiany są niezbędne, gdyż siedmiolatki realizują obecnie w szkołach program, który przygotowany został jeszcze przed wprowadzeniem obowiązkowych zerówek dla sześciolatków. W praktyce oznacza to, że dzieci tracą czas ucząc się dwukrotnie praktycznie tego samego. Co więcej, zdaniem ekspertów, część dzieci ucząc się według obecnie obowiązujących programów nabiera niechęci do szkoły.
Według deklaracji ministerstwa edukacji, nauka w pierwszych trzech klasach podstawówki przypominała będzie edukację przedszkolną. Nowa podstawa programowa gwarantować ma przeplatanie zajęć dydaktycznych odpoczynkiem i zabawą. Dzięki reformie, nauczyciele zyskać mają również większą swobodę w swojej pracy dydaktycznej, co umożliwić ma im przygotowywanie oferty edukacyjnej dostosowanej do indywidualnych potrzeb uczniów mniej i bardziej zdolnych.
Przedstawiciele MEN deklarują, że jeśli tylko rodzice wyrażą taka wolę, to szkoły - podobnie jak obecnie przedszkola - zorganizują dla sześciolatków opiekę do godziny 16-17. Po lekcjach dzieci trafiać mają do grup świetlicowych, których liczebność ma nie przekraczać 25 osób. Podstawówki swoim najmłodszym uczniom mają oferować popołudniami bogatą ofertę zajęć i możliwość zjedzenia posiłków.
Koszty reformy
W przyszłym roku na dostosowanie budynków szkół do potrzeb sześciolatków, wyposażenie sal lekcyjnych, zorganizowanie opieki świetlicowej i edukację dodatkowych uczniów MEN zamierza przeznaczyć 340 mln złotych - średnio 30 tys. złotych na jedną placówkę. Podobne środki mają trafić do podstawówek w dwóch kolejnych latach wprowadzania w życie reformy. Pieniądze z budżetu centralnego rozdzielane będą przez samorządy, przede wszystkim według kryterium liczby sześciolatków, które rozpoczną naukę w danej szkole. W zdecydowanie najlepszej sytuacji znajdą się te szkoły, w których już teraz funkcjonują dobrze wyposażone zerówki dla sześciolatków. Dyrektorzy innych placówek obawiają się, że ministerialnych środków może zabraknąć na zakup zabawek edukacyjnych czy zorganizowanie oddzielnej szatni dla najmłodszych. Największy problem będą miały te szkoły, w których obecne warunki lokalowe nie pozwalają na przyjęcie dodatkowych uczniów.
Władze wielu gmin, szczególnie na obszarach wiejskich, obawiają się, że jeśli ministerialnych funduszy nie wystarczy na zaadaptowanie podstawówek do potrzeb młodszych uczniów, to samorządy będą musiały wziąć na siebie część kosztów realizacji reformy. Lokalni włodarze spodziewają się też, że to na nich skupi się niezadowolenie rodziców z warunków, jakie większość szkół będzie w stanie zaoferować rozpoczynającym w nich naukę sześciolatkom. Samorządowcy, podobnie zresztą jak dyrektorzy i rodzice, skarżą się również na niedostateczne informowanie ich o szczegółach forsowanej przez rząd reformy.
Koło ratunkowe?
Tymczasem MEN przypomina, że obecna obowiązkowa przedszkolna edukacja sześciolatków realizowana jest przez samorządy z ich własnych środków. Zdaniem ministerialnych urzędników, taki system sprzyja powstawaniu dużych dysproporcji edukacyjnych, które wynikają z różnego poziomu zamożności poszczególnych gmin. Po wprowadzeniu reformy, samorządy będą otrzymywały na edukację sześciolatków dodatkowe pieniądze z budżetu centralnego. Środki te pomóc mogą gminom w utrzymaniu istniejącej sieci szkół podstawowych. W tych ostatnich, w związku z głębokim niżem demograficznym, w ostatnich latach ubyło kilkaset tysięcy dzieci, a wraz z nimi skurczyła się wielkość subwencji oświatowych trafiających do kas gmin. Obniżenie wieku obowiązku szkolnego oddalić może więc od samorządów konieczność podejmowania kosztownych społecznie decyzji o zamykaniu kolejnych podstawówek. W dalszej perspektywie, zwiększenie najmniej licznych roczników uczniów pozwoli przetrwać okres najgłębszego niżu demograficznego również gimnazjom i szkołom średnim.
Samorządy mają także nadzieję, że obniżenie wieku obowiązku szkolnego pozwoli im na zorganizowanie efektywnego systemu edukacji dla najmłodszych dzieci. Na zapewnienie powszechnego przygotowania przedszkolnego dla pięciolatków gminy wykorzystać będą mogły bowiem te środki, które obecnie przeznaczać muszą na utrzymanie zerówek dla sześciolatków. W obecnym systemie, do przedszkoli uczęszcza jedynie około 60 proc. pięciolatków.
Władze gmin liczą również, że zaplanowana przez rząd reforma systemu oświaty ułatwi rodzicom znalezienie dla ich dziecka miejsca w żłobku. - Jeśli Ministerstwu Edukacji Narodowej uda się od przyszłego roku wdrożyć pomysł posłania sześciolatków do szkół podstawowych, a mam nadzieję, że tak, w naszych przedszkolach zwolni się 960 miejsc. Pozwoli nam to przyjąć wszystkich przedszkolaków, którzy dotąd nie dostawali się do takich placówek, a także utworzyć przy niektórych przedszkolach punkty żłobkowe - tłumaczy w rozmowie z "Dziennikiem Bałtyckim" Ewa Łowkiel, wiceprezydent Gdyni ds. oświaty. Według niej, takie placówki - ze względu na dobrze wyposażone pomieszczenia, kuchnie, zaplecze oraz kadrę pedagogiczną - byłyby idealną ofertą już dla dwulatków.
Reforma pisana na kolanie?
Podstawowym zarzutem stawianym forsowanej przez MEN reformie jest to, że jej założenia przygotowywane są na ostatnią chwilę, a wiele istotnych kwestii wciąż pozostaje nierozstrzygniętych. Warto przypomnieć, że decyzja o posłaniu sześciolatków do szkoły zapadła już w praktyce sześć lat temu, kiedy zdecydowano się na wprowadzenie obowiązkowych zerówek. W wielu przypadkach, zwłaszcza na wsi, placówki organizowane były zresztą jako dodatkowe oddziały szkół podstawowych. Tym trudniej zrozumieć więc, dlaczego decydenci nie wykorzystali ostatnich lat na opracowanie z wyprzedzeniem nowych programów nauczania wczesnoszkolnego, co pozwoliłoby z kolei na przeszkolenie nauczycieli i przygotowanie nowych podręczników. Stracono również szansę na stopniowe przebudowanie budynków polskich szkół i wzbogacenie je o wyposażenie niezbędne do skutecznego kształcenia sześciolatków. Nic więc dziwnego, że rodzicom trudno obecnie uwierzyć, iż w ciągu zaledwie roku we wszystkich polskich podstawówkach pojawią się toalety, jadalnie i przebieralnie dostosowane do potrzeb młodszych uczniów. Wielu rodziców przeraża wizja sześciolatków stłoczonych w ciasnych, pozbawionych odpowiednich pomocy dydaktycznych klasach, w których łączenie nauki z wypoczynkiem i zabawą będzie pozostawało fikcją. Obawiają się również, że ich dzieci narażone będą na przemoc ze strony starszych kolegów, zaś szkolna świetlica przypominała będzie bardziej dworcową poczekalnię niż przedszkole.
Najpierw zerówki, później reforma
Karolinę i Tomasza Elbanowskich - inicjatorów obywatelskiego protestu przeciwko obniżeniu wieku obowiązku szkolnego - nie uspokaja nawet fakt, że przez trzy lata rodzice będą mogli decydować o tym, czy posłać swoje dziecko wcześniej do szkoły. Ich zdaniem, możliwość dokonania wyboru okaże się iluzoryczna, gdyż samorządy będą zainteresowane głównie adaptacją podstawówek na potrzeby młodszych uczniów, więc dla wielu sześciolatków zabraknie miejsca w przedszkolnych zerówkach.
Elbanowscy wskazują również na pułapki związane z przewidywanym przez MEN trzyletnim okresem wdrażania reformy. Protestujący rodzice ostrzegają, że dzieci siedmioletnie, mające za sobą obowiązkową zerówkę, będą się wówczas spotykały w jednej klasie z sześciolatkami, z których część nie uczęszczała do przedszkola. Zdaniem pedagogów, przygotowanie dla nich wspólnego podręcznika może okazać się bardzo trudne. Tym bardziej, że sami wydawcy wciąż nie znają podstaw programowych, według których powinny zostać opracowane nowe książki dla pierwszaków.
Według Elbanowskich, lepszym rozwiązaniem od szybkiego obniżenia wieku obowiązku szkolnego byłoby wsparcie przez MEN samorządów w budowie przedszkoli i tworzeniu dobrze wyposażonych zerówek w podstawówkach. Dopiero wówczas, po zapewnieniu wszystkim dzieciom dobrego przygotowania przedszkolnego, można - ich zdaniem - myśleć o posyłaniu sześciolatków do pierwszych klas. Protestujący rodzice powołują się przy tym na badania przeprowadzone w województwie kujawsko-pomorskim na zlecenie samego ministerstwa. Według nich, dzieci sześcioletnie są wprawdzie intelektualnie przygotowane do pójścia do szkoły, ale nie są wystarczająco rozwinięte emocjonalnie i motorycznie by poradzić sobie w warunkach, jakie oferują obecnie polskie podstawówki.
Sześcioletni poborowi?
Niektórzy przeciwnicy przygotowywanej przez MEN reformy idą w swoich postulatach jeszcze dalej. Założyciele portalu PrawaRodzicow.pl przekonują, że to rodzice powinni posiadać prawo do decydowanie o tym, kiedy ich dzieci rozpoczną edukację szkolną. Według autorów listu otwartego do minister edukacji Katarzyny Hall, resort powinien rozpocząć prace nad ustawą znoszącą przymus szkolny, "który traktuje nasze dzieci niczym roczniki poborowe do wojska". W ich ocenie, sześciolatki stały się obecnie kartą przetargową w negocjacjach między MEN a nauczycielami, walczącymi o utrzymanie swoich etatów i podniesienie pensji. Jak do tej pory, petycję do szefowej resortu edukacji w tej sprawie podpisało ponad 11 tys. osób.
Polacy sceptyczni wobec planów MEN
Argumenty przeciwników reformy przygotowanej przez ministerstwo edukacji najwidoczniej trafiają do przekonania nie tylko rodziców małych dzieci. Z sondażu przeprowadzonego przez GfK Polonia dla "Rzeczpospolitej" wynika, że 58 proc. Polaków sądzi, że posłanie sześciolatków do pierwszej klasy to zły pomysł. Jeszcze więcej, bo aż 62 proc. ankietowanych jest przekonanych, że szkolne pomieszczenia nie są przygotowane na przyjęcie małych dzieci. Pewnym pocieszeniem dla MEN może być jedynie fakt, że 48 proc. badanych wierzy, że nauczyciele podstawówek poradziliby sobie z edukacją młodszych uczniów. Przeciwnego zdania jest jednak również sporo, bo aż 39 proc. respondentów.


Jeśli również jesteście przeciwni aktualnemu projektowi MEN obniżenia wieku obowiązku szkolnego i odbieraniu dziecku dzieciństwa podpiszcie tę petycję.

Podpisz

Podpisz z Facebook
LUB

Jeśli posiadasz już konto zaloguj się, albo przejdź do rejestracji i złóż podpis, wypełniając poniższe pola.
Nazwa użytkownika, email i hasło będą Twoimi danymi konta; w ten sposób po zalogowaniu się będziesz mógł podpisać inne petycje.

Prywatności w wyszukiwarkach? Możesz użyć pseudonim:

Uwaga adres email musi być ważny, aby potwierdzić Twój podpis, w przeciwnym razie zostanie anulowany.

Potwierdzam rejestrację i zgadzam się Użytkowania i ograniczenia usług

Potwierdzam, że zapoznałem się z Polityką prywatności

Zgadzam się na przetwarzanie danych osobowych

Lista Komentarzy

Kto podpisał tę petycję oglądał również te kampanie:

Podpisz

Podpisz z Facebook
LUB

Jeśli posiadasz już konto zaloguj się

Komentarz

Potwierdzam rejestrację i zgadzam się Użytkowania i ograniczenia usług

Potwierdzam, że zapoznałem się z Polityką prywatności

Zgadzam się na przetwarzanie danych osobowych

Cel zbieranych podpisów
121 / 500000

Ostatnie Podpisy

zobacz wszystkie podpisy

Informacje

Tagi

Ŝaden tag

Przyłącz Się

Zaproś przyjaciół z Twojej rubryki

Kody Do Wklejenia

URL bezpośredni

URL dla html

URL dla forum bez tytułu

URL dla forum z tytułem

Widgets